Każda opowieść w pierwszej osobie prosi cię, byś zaufał relacji obcej osoby o jej własnym życiu, i przez większość czasu to zaufanie jest tylko formalnością – narrator widział to, co mówi, że widział, i historia toczy się dalej. Zawodny narrator pojawia się wtedy, gdy pisarz postanawia, że właśnie tę formalność warto złamać. Narrator mówi dalej tym samym pewnym siebie głosem pierwszoosobowym. To, co ci mówi, i to, co naprawdę się wydarzyło, po cichu przestają być tą samą historią, a czytelnik jest jedyną osobą, która musi to zauważyć.
Trzy różne sposoby bycia w błędzie
Ta etykieta obejmuje więcej niż jeden tryb zawodności, a różnice mają znaczenie. Naiwny narrator – dziecko, obcy, ktoś, kto po prostu nie rozumie tego, czego jest świadkiem – uczciwie błędnie odczytuje zdarzenia, a luka istnieje między jego ograniczonym rozumieniem a pełniejszym rozumieniem czytelnika; Huck Finn Marka Twaina opowiada o własnym moralnym dojrzewaniu, nigdy nie nazywając tego wprost dojrzewaniem, a czytelnik sam dokonuje za niego tego uporządkowania. Zwodniczy narrator doskonale zna prawdę i wybiera, żeby jej nie powiedzieć, kształtując relację tak, by wypaść lepiej, jak w Okruchach dnia Kazuo Ishiguro, gdzie skrupulatna, formalna powściągliwość narratora sama w sobie jest tropem. Relacja psychicznie zawodnego narratora jest skażona przez jego własny stan – morderca-narrator Edgara Allana Poego w „Zdradzieckim sercu” zgłasza własną winę jako dowód swojej poczytalności, a niedopasowanie między jego twierdzeniem a zachowaniem jest całą historią.
Trop niemal nigdy nie jest kłamstwem, które można przyłapać
Wprawna zawodna narracja rzadko ogłasza się poprzez narratora, który jest wyraźnie w błędzie co do czegoś sprawdzalnego. Działa poprzez drobniejsze tarcia: szczegół powtórzony z nieco innym naciskiem, motyw podany zbyt gładko, inne postaci reagujące na narratora w sposób, którego jego własna relacja nie wyjaśnia. Czytelnik zaczyna robić coś, czego narracja pierwszoosobowa zwykle nie wymaga – przesłuchiwać sam głos, który miał być jego przewodnikiem po historii, wykorzystując luki tej samej historii jako dowody.
Po co pisarze się w to bawią
Wiarygodny narrator może dostarczyć wyłącznie opowieść o samych zdarzeniach. Zawodny dostarcza dwie opowieści naraz – zdarzenia oraz konkretny sposób, w jaki ta konkretna osoba musi je zniekształcać, żeby móc żyć ze sobą – a ta druga historia bardzo często jest ciekawsza. To technika stworzona dokładnie dla tego rodzaju postaci, u których obraz siebie i rzeczywiste zachowanie się rozjechały, co opisuje dużą część interesujących postaci w literaturze.
Czego wciąż nie jesteśmy pewni
„Zawodny” sugeruje, że pod zniekształceniem narratora leży stabilna, możliwa do odzyskania prawda, i w większości klasycznych przykładów tak właśnie jest. Ale niektóre powieści są zbudowane tak, że żadna w pełni wiarygodna wersja zdarzeń nie jest możliwa do odtworzenia nawet drogą wnioskowania – luki nie układają się w czystą drugą historię, po prostu pozostają lukami. Krytycy wciąż spierają się, czy to głębsza forma tej samej techniki, czy naprawdę odmienna, a ten wpis nie zamierza rozstrzygać debaty, której nie rozstrzygnęła nawet teoria literatury.
To mieści się w Punkcie widzenia i głosie narracyjnym, jednym z siedmiu tematów w Fikcji, jednej z pięciu dziedzin w Literaturze, jednym z siedemnastu przedmiotów, z których aplikacja może cię odpytać.