Mr. Grummel Pobierz aplikację
← Dla kogo to jest
DLA 6 MIN CZYTANIA

Blokada aplikacji do pisania pracy doktorskiej

Praca doktorska przez większość swojej długości ma niemal żadną zewnętrzną strukturę — brak cotygodniowego terminu, nikt nie sprawdza postępów — a to dokładnie te warunki, w których telefon wygrywa najczęściej.

Konkretny kłopot z pracą doktorską to jej skala: nie trzeba jej oddać za tydzień, tylko za osiem miesięcy, co oznacza, że żadne pojedyncze stracone popołudnie nie ma natychmiastowego kosztu, i żadne pojedyncze stracone popołudnie nigdy nie wydaje się tym, które miało znaczenie — dopóki po cichu nie zsumują się w miesiące dryfowania, a rzeczywisty termin nagle się nie zbliży. Pisanie doktoratu to też wyjątkowo samotny, niejednoznaczny rodzaj pracy — nie ma kierownika przydzielającego dzisiejsze zadanie, jest tylko niejasny, odległy cel i pełna swoboda co do tego, jak (albo czy w ogóle) podejść do niego danego dnia. Ten brak codziennej struktury dodatkowo pogłębia fakt, że doktorat to często naprawdę izolująca praca — dużo z niej odbywa się bez kolegów w pobliżu, bez jasnej codziennej listy zadań narzuconej przez kogokolwiek, co pozostawia niezwykle dużą część faktycznego kierunku dnia w rękach dyscypliny jednej osoby, dzień po dniu, przez lata.

Co pewnie już próbowano

Grupy pisarskie z innymi doktorantami, spotkanie z promotorem wykorzystywane jako zewnętrzny termin, liczniki liczby słów, zmiana miejsca na bibliotekę specjalnie po to, żeby telefon nie był w łatwym zasięgu. To naprawdę pomaga wokół stałych punktów — spotkania, sesji grupowej — ale praca doktorska powstaje głównie w ogromnej przestrzeni między tymi punktami, i to właśnie w tej nieustrukturyzowanej przestrzeni telefon wypełnia lukę pozostawioną przez brak jakiejkolwiek innej struktury. Codzienny albo cotygodniowy dziennik pisania pomaga zbudować pewną widoczność postępów, ale zapisywanie tego, co się stało, w niczym nie zmienia tego, co stanie się dalej, a dziennik pokazujący trzy nieproduktywne dni z rzędu często po prostu dokłada poczucie winy na wierzch podstawowego problemu, bez żadnego faktycznego mechanizmu, który przerwałby ten wzorzec na przyszłość. Niektóre wydziały prowadzą nieformalne grupy odpowiedzialności, w których doktoranci regularnie zdają sobie nawzajem relację z postępów, i to znacznie pomaga, gdy takie grupy istnieją i są konsekwentnie odwiedzane, choć samo uczestnictwo często konkuruje z tą samą presją czasową, z którą grupa ma pomagać. Regularne, niskonapięciowe spotkania z promotorem, nawet krótkie, mogą zapewnić wersję struktury, jaką inaczej dawałoby pełne miejsce pracy.

Dlaczego ogólne porady o blokowaniu tu zawodzą

„Ustal dzienny cel liczby słów” daje cel, ale żadnego mechanizmu, który pomógłby go faktycznie osiągnąć w dni najniższej motywacji, a przy projekcie tak długim i tak niejednoznacznym to większość dni. Cel bez tarcia w punkcie rozproszenia po prostu staje się jeszcze jedną rzeczą, przez którą czuje się zaległości, co u wielu doktorantów pogłębia i tak już realne ryzyko wypalenia, zamiast rozwiązywać leżący u podstaw problem skupienia. Zakłada też, że sam cel jest dobrze skalibrowany, ale przy projekcie tak długim i tak niepewnym stały dzienny cel liczby słów często nie pasuje do tego, jak faktycznie wygląda praca — niektóre dni to czytanie i myślenie bez napisania czegokolwiek, a sztywny cel, który tego nie uwzględnia, zwykle raczej zostaje porzucony, niż skorygowany. Pisanie doktoratu jest też nietypowe pod tym względem, że „postęp” nie zawsze jest widoczny dzień po dniu — czytanie, myślenie i przepracowywanie argumentu w głowie nie dają liczby słów, co sprawia, że cel zbudowany wyłącznie wokół efektu wydaje się zniechęcający w dni, które były naprawdę produktywne, tylko w mniej mierzalny sposób.

Uczciwe dopasowanie

Blokada oparta na quizie dobrze pasuje do długiego, mało ustrukturyzowanego znoju pisania doktoratu właśnie dlatego, że jej działanie nie zależy od zewnętrznie narzuconego terminu — tarcie jest obecne w zwykły, niczym niewyróżniający się wtorek w czwartym miesiącu tak samo jak w tygodniu przed spotkaniem z promotorem, co ma ogromne znaczenie dla projektu, w którym takich zewnętrznie narzuconych wtorków i tak jest bardzo mało. Skaluje się też naturalnie do projektu bez widocznej stałej daty zakończenia przez większość swojej długości, ponieważ tarcie nie zależy od pilności ani zbliżającego się terminu, żeby dalej działać — po prostu jest obecne każdego dnia, zarówno w dobre tygodnie, jak i te trudne. To skromne, stałe wsparcie dla projektu mierzonego raczej w latach niż w tygodniach, co ma znaczenie, bo narzędzie działające tylko podczas krótkich zrywów motywacji niewiele daje przy projekcie tak długim. Ta stałość liczy się bardziej niż intensywność w projekcie mierzonym w latach, gdzie wczesne wypalenie się nikomu nie pomaga skończyć szybciej.

Gdzie to nie jest właściwe narzędzie

Jeśli u podstaw problemu leży naprawdę wypalenie albo izolacja, a nie zwykłe rozproszenie — realne i częste doświadczenie w długiej, samotnej pracy doktoranckiej — żadne narzędzie do blokowania tego nie rozwiąże, i warto porozmawiać z promotorem, uczelnianym poradnictwem psychologicznym albo innym doktorantem, zamiast zakładać, że aplikacja do produktywności naprawi coś, co tak naprawdę jest problemem dobrostanu. Wypalenie i izolacja wśród doktorantów są dobrze udokumentowane jako naprawdę częste doświadczenia, a nie oznaki indywidualnej słabości, i jeśli któreś z nich występuje, zajęcie się nim wprost — przez promotora, uczelniane wsparcie dobrostanu albo wsparcie rówieśnicze — ma większe znaczenie niż jakiekolwiek narzędzie do produktywności. Sięgnięcie po pomoc wcześnie, zanim sytuacja stanie się nie do opanowania, zwykle daje dużo lepsze efekty niż czekanie do punktu kryzysowego. Wiele uczelni oferuje też poufne poradnictwo psychologiczne specjalnie dla doktorantów, warte skorzystania na długo, zanim nadejdzie moment kryzysu.

Mr. Grummel jeszcze nie wystartował — dołącz do listy oczekujących, a napiszemy do Ciebie e-mailem, gdy tylko to nastąpi.
Dołącz do listy oczekujących